Firmy wchodzące do Tajlandii często przywożą ze sobą intuicję ukształtowaną gdzie indziej: że konsekwentne używanie marki i budowanie jej rozpoznawalności tworzy do niej prawa. W Tajlandii ta intuicja jest błędna — w sposób, który kosztuje.
Tajlandia stosuje rygorystyczną zasadę first-to-file na podstawie ustawy o znakach towarowych B.E. 2534. Prawa nabywa ten, kto pierwszy złożył zgłoszenie. Nie ten, kto nazwę wymyślił, nie ten, kto latami używał jej komercyjnie, nie ten, kto zbudował wokół niej renomę. Ten, kto zgłosił.
Nie istnieje wariant, w którym wcześniejsze używanie po cichu Cię ratuje. Firma działająca pod daną nazwą od trzech lat nie ma do niej żadnych praw ochronnych, jeżeli konkurent zgłosił ją miesiąc temu.
Trzy wymogi. Znak musi być dystynktywny — nie rodzajowy i nie czysto opisowy względem towarów, które obejmuje. Nie może naruszać zakazów z art. 8, obejmujących m.in. flagi państwowe, imiona królewskie oraz treści sprzeczne z porządkiem publicznym lub dobrymi obyczajami. I nie może być identyczny ani łudząco podobny do znaku już zarejestrowanego lub zgłoszonego.
To na dystynktywności zgłoszenia najczęściej upadają. Nazwa opisująca, co robi produkt, jest łatwa do wytłumaczenia klientom i trudna do zarejestrowania — a znaki opisowe, które przechodzą dzięki wtórnej zdolności odróżniającej, wymagają solidnych dowodów ciągłego używania. Słowa wymyślone trudniej się reklamuje, ale znacznie łatwiej chroni.
Wyłączne prawa do znaku w zarejestrowanych klasach. W praktyce oznacza to realne narzędzia egzekwowania: możliwość żądania usunięcia ofert z platform e-commerce, wytaczania powództw o naruszenie, składania zawiadomień karnych na podstawie art. 108 i 109 za podrabianie i naśladownictwo oraz wpisania znaku do rejestru celnego, dzięki czemu towary naruszające prawa mogą być zatrzymywane na granicy.
Ochrona trwa dziesięć lat od daty zgłoszenia zgodnie z art. 44 i może być przedłużana bezterminowo. Rejestracja jest też coraz częściej traktowana jako aktywo bilansowe — istotne przy wycenie, licencjonowaniu, franczyzie i ewentualnej przyszłej sprzedaży biznesu.
Bardzo niewiele. Właścicielowi niezarejestrowanego znaku pozostaje roszczenie typu passing off, wymagające udowodnienia renomy i rozpoznawalności w Tajlandii poprzez intensywne, ciągłe używanie, wprowadzenia w błąd przez naruszyciela, prawdopodobieństwa konfuzji konsumentów oraz rzeczywistej lub prawdopodobnej szkody handlowej. Każdy element trzeba wykazać dowodami. Większość firm, które potrzebują tego środka, odkrywa, że nie jest w stanie sprostać temu standardowi.
Zgłaszaj wcześnie — przed startem, nie po zdobyciu trakcji. Najpierw przeszukaj bazę DIP; kolizja wykryta przed decyzją o nazwie nie kosztuje nic, a ta sama kolizja wykryta po wydrukowaniu opakowań kosztuje rebranding. Klasyfikuj prawidłowo. I używaj znaku w postaci zarejestrowanej — stylistyczne odchodzenie od zarejestrowanej formy osłabia ochronę, a znak nieużywany przez trzy kolejne lata staje się podatny na wygaszenie.
Jeżeli Twoja marka nie jest jeszcze zgłoszona w Tajlandii, napisz do mnie — data pierwszeństwa nie będzie czekać.
Stan prawny na dzień publikacji: 30 lipca 2026 r.
Niniejszy artykuł zawiera ogólne informacje o tajskim prawie spółek i własności intelektualnej i nie stanowi porady prawnej. Nie tworzy relacji prawnik–klient, a każda sprawa zależy od konkretnych okoliczności. Mikołaj Kawka doradza przy transgranicznym strukturyzowaniu przedsięwzięć i w sprawach prawa tajskiego współpracuje z prawnikami uprawnionymi do wykonywania zawodu w Tajlandii.